Sześć tekstów w tej serii, a wciąż nie zadałam pytania które ludzie zadają mi najczęściej, kiedy się dowiadują że w ogóle o tym piszę: co jest nie tak z ludźmi którzy to robią. Odpowiadam od razu: nic nie jest z nimi "nie tak", jeśli robią to z kimś kto się zgadza i nikt nie jest przy tym poszkodowany – ale warto zrozumieć skąd się to bierze, zamiast zbywać całą sprawę słowem "zboczenie" i iść dalej. Ekshibicjonizm i voyeuryzm to nie ta sama rzecz Ekshibicjonizm kliniczny, w sensie w jakim używa się tego słowa w psychiatrii, to potrzeba pokazywania się osobom, które nie wyraziły na to zgody – i to jest zaburzenie, bo łamie czyjąś autonomię. To nie ma nic wspólnego z tym, o czym piszę w tej serii. Dogging działa na zupełnie innej zasadzie: wszyscy obecni wiedzą, po co tam są, i mniej więcej czego się spodziewać. To jest różnica fundamentalna, nie kosmetyczna – zgoda wszystkich stron zmienia to z zaburzenia w formę seksualności, tak samo jak różni się związanie kogoś sznurkiem za zgodą od związania kogoś wbrew woli. Skąd bierze się podniecenie z bycia widzianym Najprostsze wytłumaczenie jakie znam: nasz mózg nie odróżnia dobrze "jestem obserwowany" od "jestem ważny". Bycie oglądanym w kontekście seksualnym aktywuje te same mechanizmy uwagi i statusu co oklaski, publiczne uznanie, poczucie że ktoś poświęca ci całą swoją koncentrację. Dla wielu ludzi seks w czterech ścianach jest czynnością prywatną, niemal zawstydzającą samą w sobie – a bycie oglądanym odwraca ten scenariusz o 180 stopni: nagle to, co miało być ukryte, staje się rzeczą godną patrzenia. To jest walidacja w najbardziej surowej, cielesnej formie, i dla części ludzi działa silniej niż jakikolwiek komplement. Jest też czysto fizjologiczny składnik – ryzyko i adrenalina podnoszą pobudzenie tak samo jak strach przed jazdą rollercoasterem podnosi tętno. Ciało nie zawsze odróżnia "boję się że nas ktoś złapie" od "jestem podniecony", i mózg potrafi te dwa sygnały wymieszać w jeden intensywny stan. A po drugiej stronie – dlaczego patrzenie samo w sobie wystarcza Voyeuryzm konsensualny (czyli sytuacja w której obie strony wiedzą, że ktoś patrzy) daje coś, czego nie da żadna pornografia: świadomość, że to dzieje się naprawdę, teraz, bez montażu i bez aktorstwa. To jest różnica między oglądaniem zdjęcia jedzenia a zapachem prawdziwego posiłku. Dla wielu obserwatorów to wcale nie jest podstawowa forma seksualności zastępczej – to jest odrębna preferencja, w której sama obecność przy czymś autentycznym jest celem samym w sobie, nie substytutem bo "nie mają nikogo". Dlaczego to akurat plener, a nie na przykład sex club z oknem Bo plener dokłada jeszcze jeden składnik którego żadna zaprojektowana przestrzeń nie odda: przypadkowość. Nikt nie zaprojektował tego lasu jako sceny. Fakt, że to miejsce publiczne, niezaprojektowane do tego celu, sprawia że całe zdarzenie czuje się bardziej "prawdziwe" niż cokolwiek co dzieje się w miejscu do tego stworzonym. To ten sam mechanizm, przez który list pisany ręcznie znaczy więcej niż ta sama treść wysłana mailem – forma, nie tylko treść, robi różnicę. Bilans Nie ma tu żadnej tajemnicy ani patologii do rozszyfrowania. Jest zestaw zupełnie zwyczajnych ludzkich mechanizmów – potrzeba uwagi, adrenalina, autentyczność, ciekawość – które akurat u części ludzi układają się w tę konkretną konfigurację. Jedyne pytanie które ma znaczenie moralne to nie "dlaczego to ich podnieca", tylko "czy wszyscy obecni się na to zgodzili". Cała reszta to psychologia, nie etyka – a psychologia nie potrzebuje niczyjego przyzwolenia, żeby być ciekawa. Cała seria: „Dogging: prawo sobie, Wisła sobie" · „Savoir-vivre doggingu" · „Dogging vs kluby swingerskie" · „Bezpieczeństwo praktyczne" · „Perspektywa kobiet w doggingu" .