Chałupy. Była tu kiedyś plaża. Chałupy to pierwsze polskie FKK — oficjalnie od 1991 roku, nieoficjalnie dużo wcześniej. W czasach PRL-u plażowicze po prostu rozbierali się tam, gdzie nikt szczególnie nie patrzył i jakoś nikt szczególnie nie interweniował. System miał inne priorytety niż pilnowanie, czy ktoś zdejmuje majtki nad Bałtykiem. Przez lata Chałupy były jedynym miejscem w Polsce, gdzie można było leżeć nago bez poczucia, że robi się coś nielegalnego albo przynajmniej dziwnego. Przyjeżdżali tu stali bywalcy, rodziny z dziećmi, pary, single. Był parking, budki z lodami i kilkaset metrów plaży bez kostiumów i bez hierarchii. Co zostało Teraz w miejscu, gdzie kiedyś grało się w siatkówkę i odbywały nieformalne zloty naturystów, stoi Hotel Meridian — cztery gwiazdki, SPA, restauracja, widok na Zatokę Pucką. Ładny hotel. Tylko że plaża tekstylna. Oficjalny odcinek FKK nadal istnieje — tyle że dalej od wsi, gdzie kończy się infrastruktura i zaczyna pustka. Można tam dojść. Można się rozebrać. Można być samemu lub prawie samemu, bo większość ludzi nie idzie już tak daleko. To już nie jest miejsce, do którego się jedzie. To miejsce, które się mija. Gdzie jedzie się teraz Na Stogi. Plaża we wschodnim Gdańsku, dojazd tramwajem, bez sentymentów i bez historii, ale działa. Nieoznakowana, nieoficjalna, po prostu wiadomo gdzie — i tam jest teraz ta energia, którą Chałupy miały kiedyś. Chałupy to dobra lekcja o tym, jak szybko turystyka potrafi zamienić miejsce wolności w parking z widokiem. Meridian jest ładny. Naprawdę. Ale to już nie to samo.